Ktoś sobie robi zaplecze z moich wpisów ;)
Czy się śpi, czy się leży kilka tysięcy złotych z internetu się należy... Zasady Pasywnego E-biznesu mój nowy kurs - trwają zapisy!
Zastanawiam się jak to traktować. Bodajże po tym wpisie u Szymona o samotworzącym się zapleczu (w celach pozycjonowania).
Pojawiło się kilka stronek grzecznie kopiujących treść z RSS, tego bloga
Kogoś zaplecze bez modyfikacji
Kogoś innego zaplecze z pomieszanymi wpisami
Zastanawiam się jak to traktować? Pozytywnie negatywnie? Niby jest link do źródła
to im się chwali. Coś jakby sami robili katalogi RSS i dodawali do nich mój kanał… Szkoda tylko, że nie ma linków w treści i anchor nie taki
PS: Swoja drogą tym dwojga powyższym się jeszcze chwali, u innych nie ma linków do źródła (jak tutaj) lub jak jest to w postaci java script (jak tutaj)
Komentarze i opinie
4 Komentujących to “Ktoś sobie robi zaplecze z moich wpisów ;)”
Przeczytaj, pomyśl i napisz komentarz - dzięki.
Śledź komentarze do tego wpisu w kanale RSS Czytaj regularnie i komentuj tego bloga, po umieszczeniu 7-dmiu komentarzy, linki do Twojej strony umieszczone przy komentarzach będą wolne od atrybutów nofollow.
Aby być na bieżąco z tym co się dzieje na blogu subskrybuj kanał RSS (co to jest RSS?)










Kopiowanie treści należącej do kogoś, nawet w RSS, nie wiedząc, czy ten ktoś na to pozwala, jest łamaniem prawa. To że to jest RSS, niczego nie zmienia. Miałem kiedyś małą przeprawę z jednym tego typu cwaniakiem, który uwazał, że kanałów RSS prawo autorskie nie obejmuje :>
Przypomniałem sobie, ze w niektórych katalogach RSS musiałem specjalny kod wkleić na stronę w celu weryfikacji (znaczy autoryzacji) pewnie właśnie z tego powodu.
PS: spodobało mi się to w stopce na stronie http://www.news.nextgd.pl/
to jest rzeczywiście Copy Write
[...] Tak sobie pomyślałem, inni robią co mogą by, nawet łamiąc prawo autorskie, by zbudować sobie zaplecze do celów pozycjonowania. A on, tak od niczego sobie usuwa treści z internetu. [...]
Autor stron który skopiował treść pod swoje zaplecze napisał skąd ma te materiały, czyli jednym słowem skorzystał z zasad licencji CC 2.0, mówiącej:
“Zawartość strony objętej prawami autorskimi strony może być użyta ponownie na innej stronie zachowując dane autora oraz źródło do oryginalnego tekstu.”
To jest moja interpretacja z języka angielskiego.
Wg. mnie “poszkodowany” powinien się cieszyć, bo w sumie dostaje kolejny link do Googl’a